Newsletter
Wprowadź swój adres e-mail

BEST - Bezpieczna strona - Certyfikat

Piosenki nie muszą tylko bawić

W listopadzie premiera płyty „Piosenki nie tylko dla dzieci”. To nietypowy projekt Doroty Miśkiewicz i zespołu Kwadrofonik. Teksty Juliana Tuwima i muzyka Witolda Lutosławskiego w ciekawej aranżacji są dobrym początkiem do wspólnego muzykowania dzieci wraz z rodzicami.
Rozmowa z Dorotą Miśkiewicz i Magdaleną Kordylasińską - perkusistką zespołu Kwadrofonik.

Mini-kultura: Skąd pomysł na płytę „Lutosławski, Tuwim. Piosenki nie tylko dla dzieci”?
Magdalena Kordylasińska: Właściwie to nie do końca nasz pomysł. To propozycja Centrum Sztuki Dziecka w Poznaniu i pracującej tam Pani Hanny Gawrońskiej, która obserwując polską scenę muzyczną dla dzieci, postanowiła przygotować projekt z muzyką Lutosławskiego i tekstami Juliana Tuwima. Wybór autorów nie był przypadkowy, bo 2013. to rok Lutosławskiego i Tuwima. Od początku nie było jednak wiadomo, jacy artyści zrealizują ten projekt.

Mini-kultura: Czy to przypadek, że współpracują państwo razem?
Dorota Miśkiewicz: Nie do końca. Pani Hanna bardzo chciała współpracować z zespołem Kwadrofonik.
MK:
Pani Hanna przedstawiła nam swój pomysł projektu, ale ze względu na to, że na co dzień nie współpracujemy z żadnym wokalistą, należało znaleźć osobę, która w odpowiedni sposób przekaże treści piosenek i bez problemu odnajdzie się w tym materiale. Naszym wielkim szczęściem jest, że to właśnie Dorota została zaproszona, bo współpraca z nią to zaszczyt, ale również wspaniała, radosna przygoda.

Mini-kultura: W jakich okolicznościach nastąpiło państwa pierwsze spotkanie?
DM:
Wspomniane Centrum Sztuki Dziecka organizuje Biennale Sztuki dla Dziecka, podczas którego odbywa się wiele umuzykalniających imprez dla najmłodszych. Nasz koncert był jednym z punktów programu Biennale. Zaprezentowane podczas niego piosenki zaaranżowali Bartek Wąsik i Miłosz Pękala (pianista i perkusista zespołu Kwadrofonik). I jest to chyba pierwsze twórcze opracowanie piosenek dziecięcych Lutosławskiego.
MK: Na początku w ogóle nie było rozmowy o studyjnej płycie. Ale program tak się spodobał, że postanowiliśmy ją nagrać i zorganizować kolejne koncerty

Mini-kultura: Czy jest to pierwszy państwa kontakt z twórczością dla dzieci?
MK:
Nie, graliśmy już wcześniej dla dzieci, które inaczej niż dorośli przyjmują muzykę. Zawsze można się od nich spodziewać czegoś innego, ale zawsze jest to także praca bardzo przyjemna, dająca wiele satysfakcji.

Mini-kultura: Lutosławski wydaje się trudnym repertuarem, jak na to reagują dzieci?
DM:
Piosenki, gdy je analizujemy, nie są łatwe, aczkolwiek Lutosławski pisał je w taki sposób, żeby dzieci mogły je śpiewać. Melodie w większości są proste, natomiast to, co dzieje się w akompaniamencie, jest tym trudniejszym elementem. Dziecko jednak nie analizuje muzyki, nie zauważa więc trudnych akordów, czy nietypowych rytmów. Dziecku albo się podoba, albo nie.
MK: Mój syn Tytus był jednym z pierwszych odbiorców tych piosenek. Cały czas słuchaliśmy ich w domu zarówno na etapie aranżowania materiału, jak i na etapie nagrywania płyty. Tytusowi szczególnie podobały się szybkie, skoczne utwory, ale i w tych spokojniejszych znalazło się coś, co go interesowało. Czasem był to odgłos ptaszka, czy miauczenie kotka, innym razem ciekawe brzmienie instrumentu.

Mini-kultura: Ale wybrali jednak państwo materiał ambitny i nie tylko muzykę prostą. Jak sprawić, żeby dziecko lubiło również ambitną muzykę?
MK:
Naszą rolą, jako rodziców, jest prezentowanie i przekazywanie dziecku wartościowych treści, zarówno jeśli chodzi o muzykę, literaturę, film czy nawet kuchnię. Dzieciom podobają się zwykle proste, skoczne piosenki do tańca. To co proponujemy na płycie, to również muzyka taneczna, tylko zagrana nie na syntezatorze, ale na prawdziwych, liczonych w dziesiątkach instrumentach, stworzona do dobrych tekstów. Trzeba ją dziecku pokazać, wytłumaczyć, poprosić o wsłuchanie, rozpoznanie poszczególnych odgłosów. Te spokojne są raczej dla rodziców, żeby też sprawić im przyjemność, w końcu nasza płyta adresowana jest nie tylko dla dzieci. Innych treści w muzyce doszukuje się pięciolatek, piętnastolatek czy trzydziestolatek, ale wszyscy tej muzyki bardzo potrzebujemy, a kiedy możemy jej słuchać wspólnie, tym większa jest to frajda.

DM: Zresztą piosenki dla dzieci nie muszą tylko bawić, ale mogą również uspokajać, kołysanki chociażby. Nasze koncerty to nie tylko muzyka, są tam również wizualizacje, które przyciągają uwagę dziecka. Są biegające kotki, pająki, pszczółki. Na scenie cały czas coś się dzieje. Magda z Miłoszem grają na kilkudziesięciu różnych instrumentach. Pokazujemy dzieciom jak one brzmią, jak mogą naśladować śpiew słowika, szum rzeczki. Na co dzień dzieci tego nie widzą, jest więc to dla nich coś ciekawego.

Mini-kultura: Czy dzieci próbują wedrzeć się na scenę, mogą dotykać tych niesamowitych instrumentów perkusyjnych?
MK:
Nie, nie moglibyśmy niestety wtedy grać. Uczymy się również konwenansów, jak zachowywać się w sali koncertowej, jak się zachowywać by nie przeszkadzać innym.

Mini-kultura: Często narzekamy, że nasze społeczeństwo ma za mały kontakt z muzyką, że nie umiemy słuchać. Czy panie dostrzegają ten problem?
DM:
Chyba coś w tym jest. Dzieci, nawet te najmniejsze, uwielbiają tańczyć, podrygują, gdy tylko usłyszą muzykę. Również chętnie śpiewają. Ale to prawda, później edukacja muzyczna jakoś idzie w zapomnienie. My akurat chodziłyśmy do szkół muzycznych i edukację miałyśmy trochę inną, ale z tego, co wiem, w normalnych szkołach lekcje muzyki często ograniczają się do dat z życia kompozytorów, a nie uczy się radości muzykowania, nie pokazuje się wartościowych utworów, nie przeżywa się ich wspólnie.

MK: Dobrym pomysłem jest też muzykowanie amatorskie, które w Polsce wydaje się być zaniedbane. Istnieją szkoły muzyczne, do których dzieci są wysyłane przez rodziców, gdzie ćwiczą, uczą się gam i poprawnej techniki. Tymczasem brakuje chyba takiego zwykłego muzykowania, gdy jedno dziecko uczy się dwóch akordów na gitarze, drugie zagra jakąś podstawową melodyjkę na flecie czy fortepianie i można przy tym zaśpiewać kolędy z rodziną.

Chodziłam do szkoły w Szczecinie, w której była żeńska orkiestra dęta. Popołudniami dziewczyny grały na różnych instrumentach. I choć po ukończeniu liceum wiele z nich przestało grać, te szkolne lata spędziły na amatorskim muzykowaniu i to jest fajne. Do tego nie trzeba chodzić do szkoły muzycznej. Wystarczy ognisko, czy jakieś zajęcia umuzykalniające. Trzeba mieć tylko chęci. Nawet nie słuch, bo słuch można wyćwiczyć. Nie można powiedzieć, że ci bez słuchu nie mają w ogóle dostępu do świata dźwięków i muzyki. Chodzi o to, aby każdy na własną miarę mógł dla siebie muzykować.

Mini-kultura: Czy państwa muzyka trafia do naszej polskiej nieprzyzwyczajonej widowni?
DM:
Publiczność dobrze reaguje. Dzieci mają różnorodność wrażeń. Jest chwila na interakcję, kiedy proszę je, żeby w odpowiednim rytmie wykonywały ze mną konkretne odgłosy, jak to mówię: tralalowały (w nawiązaniu do piosenki "O panu Tralalińskim"). Później następuje moment na słuchanie muzyki, dzięki czemu mogą się wyciszyć, dostrzec niuanse. Ta chwila odpoczynku pozwala im na oglądanie wizualizacji, przyglądanie się instrumentom, rozpoznawanie głosu słowika. To uczy ich ogłady, to jest przygotowanie do chodzenia na koncerty.

Mini-kultura: Czy przygotowania do koncertu były trudne?
DM:
Dykcyjnie musiałam się przed nagraniem trochę przygotować. Przećwiczyć zbitki wyrazów, szczególnie w Tralalińskim. Ale jest to dobry materiał dla wszystkich do ćwiczeń dykcyjnych.

Mini-kultura: Czy mają panie w planach kolejne projekty dla dzieci?
DM:
Na razie jesteśmy tak zaabsorbowani tym, co się teraz dzieje, że nie myślimy jeszcze o przyszłych planach. 12 listopada miała miejsce premiera płyty, wtedy trafiła ona do sklepów. Zapraszamy bardzo serdecznie na koncert 26 listopada na godz. 18:30 do Studia W. Lutosławskiego w Polskim Radiu. Mamy nadzieję jeszcze na koncert w Centrum Sztuki Współczesnej w grudniu. Bardzo byśmy chcieli odwiedzić także filharmonie w różnych miastach, ale to dopiero przyszły rok i grafik nie jest jeszcze ustalony.

Mini-kultura: A marzenia?
DM:
Jestem zadowolona z tego, co życie mi przynosi i nie marzę o niczym konkretnym. Satysfakcjonuje mnie to, co robię, i może jedynym marzeniem jest to, żeby było tak dalej. Kiedyś byłam na koncercie zespołu Kwadrofonik na Festiwalu Skrzyżowanie Kultur, bardzo mi się spodobała ich muzyka i pomyślałam sobie, jakby to było pięknie, gdybym z nimi kiedyś zaśpiewała! To nie było marzenie, tylko zwykła myśl, ale jakimś trafem spotkaliśmy się i pracujemy dziś razem!

MK: Życie składa się z takich drobnym pragnień, które się spełniają, albo nie, bo przychodzą nowe wydarzenia, które nas zaskakują i wychodzą nam na dobre. Tak jak nasza współpraca.

Rozmawiały: Małgorzata Szewczyk, Paula Szczepańska, fot. Piotr Kaczmarczyk
Opracowała: Paula Szczepańska