Newsletter
Wprowadź swój adres e-mail

BEST - Bezpieczna strona - Certyfikat

Duma buduje, wstyd dewastuje

Marzę o tym, żeby żadne dziecko nie doświadczało upokorzeń i wstydu za swoich rodziców. Duma z rodziców nas buduje, daje poczucie mocy. Wstyd dewastuje - tłumaczy Joanna Olech - autorka i ilustratorka książek dla dzieci.


1. Dlaczego wybrała Pani temat alkoholizmu? Podczas spotkania autorskiego mówiła Pani, że miała także inny pomysł, ale nie wyszło.

Pierwszym pomysłem była „Kujonka". Sama byłam kujonką i na własnej skórze doświadczyłam nieprzyjemności tego stanu. Nie udało mi się jednak napisać tekstu o takim dziecku – być może temat okazał się zbyt osobisty. Nie od dziś wiadomo, że to, co dotyka nas boleśnie, trudno ująć w tekście literackim.

Natomiast co do alkoholizmu, który jest tłem książki "ArcyBolek", to – niestety – pozostaje on naszym narodowym tabu, bo w złym świetle stawia rodzica. A my – dorośli – bardzo nie lubimy krytyki wymierzonej w Świętą Nieomylność Rodzicielską. To wystarczający powód, żeby uczynić bohaterem książki dziecko z alkoholowego domu.

Bolek wstydzi się ojca leżącego w trawie pod sklepem, a jednocześnie stara się go obronić przed kpinami postronnych osób. Dzieciak doświadcza głębokiej frustracji, co nieuchronnie prowadzi do buntu i agresji. Jedyną nadzieją jest niezwykły talent Bolka, z którego może on zbudować poczucie własnej wartości. O ile okoliczności będą dla niego łaskawe. Bolek to taki Kopciuszek z blokowiska, który ma szansę wyrwać się z domowej opresji bez udziału szklanego pantofelka. No, chyba że szklanym pantofelkiem nazwiemy pomoc sąsiada.

2. Przypomnijmy skąd wziął się tytuł.

ArcyBolek to rebus. Początkowo tytuł brzmiał ArcyBolcio, co nasuwa podobieństwo do Arcimboldo - nazwisko renesansowego malarza, który malował niezwykłe portrety z warzyw, kwiatów i owoców, bardzo w dziecięcym guście. Rzecz jasna, rebus raczej dla rodziców, niż dla dzieci.

3. Sama ilustruje Pani książki dla dzieci. Czy miała Pani wpływ na dobór ilustratora i/lub wpływ na jego pracę?
Nie miałam wpływu. Obiecałam się nie wtrącać, co zawsze boli, jeśli samemu się jest ilustratorką. Poprzestałam na wskazaniu ilustratorów, których lubię i cenię, ale "moi" ilustratorzy byli zbyt zapracowani.

4. Tom ukazał się w serii „Poczytajki pomagajki”, ale nie chcą Państwo, aby nazywać te książki bajkami terapeutycznymi. Dlaczego?

„Bajki terapeutyczne” istnieją na rynku książki i często bywały pisane przez autorów/autorki o kwalifikacjach psychologicznych i pedagogicznych, ale niekoniecznie literackich.

Oferując dziecku książkę "terapeutyczną" z nazwy, mimowolnie dajemy sygnał, że coś jest z dzieckiem nie tak, że próbujemy je "naprawić". Dzieciak może czuć się z tym niekomfortowo. Słowo „pomaganie” nie ma tej medycznej konotacji.

Co do mnie, to stroniłabym od jakiejkolwiek etykiety dla tej serii. Etykieta jest potrzebna dorosłym, nie dzieciom.

5. Czy będą kolejne książki z tej serii Pani autorstwa?

Jeszcze tego nie omówiłyśmy z wydawczynią. Być może zmierzę się jednak z tą KUJONKĄ?

6. O czym Pani marzy?
Marzę o tym, żeby żadne dziecko nie doświadczało upokorzeń i wstydu za swoich rodziców. Duma z rodziców nas buduje, daje poczucie mocy. Wstyd dewastuje.

Dziękuję!
Pytała: Małgorzata Szewczyk