BEST - Bezpieczna strona - Certyfikat

Oczami dziecka

Kiedy byłam dzieckiem, wyprawa do teatru za każdym razem oznaczała dla mnie niezwykłe przeżycie. Pamiętam moment, kiedy z ekscytacją siadałam w wyściełanym pluszem fotelu i z drżeniem serca oczekiwałam na odsłonięcie scenicznej kurtyny. Gdy jednocześnie gasły światła i rozbrzmiewały pierwsze takty muzyki, automatycznie znajdywałam się w innym świecie – tak jakbym przekroczyła bramę tajemniczego ogrodu z powieści Francess Hodgson Burnett.

Na kilkadziesiąt minut moje życie stawało się życiem bohaterów z teatralnej sceny. Kiedy zaś kurtyna opadała po ostatnim akcie, rozlegały się brawa, a aktorzy kłaniali się publiczności – czułam się, jakby ktoś obudził mnie z niezwykłego snu. Tak długo nie chciałam się rozstać ze światem fantazji, że nawet po przyjściu do domu obejrzana na scenie opowieść wciąż kołatała się w moim umyśle i szukała dla siebie ujścia: to przez nucenie muzyki, to przez rysowanie postaci czy też odtwarzanie niektórych scen w domowym zaciszu.

Wspomnienia te odżyły niedawno dzięki relacji mojej  siedmioletniej siostrzenicy, która obejrzała spektakl teatralny Momo na motywach powieści Michaela Endego. Przejęcie, z jakim dziewczynka opowiadała całą fabułę i towarzyszący temu błysk w jej oczach niejednego zachęciłby do obejrzenia tego przedstawienia. Jednak moją uwagę zwróciły pewne szczegóły: ze zdumieniem zaobserwowałam, że siostrzenica opowiada nie tylko o samym spektaklu. Mówiła o „niezwykłych”, składanych fotelach, o kurtynie, która podnosiła się i opadała, o jej niezwykłych zdobieniach – to w liście, to w gwiazdki. A na pytanie, co jej się najbardziej podoba w teatrze odpowiedziała: „to, że wszystko dzieje się naprawdę”. Za chwilę poszła przeczytać w Internecie informacje o spektaklu i o książce Endego. Wtedy dotarło do mnie, że dzieci bardzo podobnie reagują na teatr – co więcej, nie mogą pozostać na niego obojętne. Takie same wrażenia jak moja siostrzenica, wynosiłam ze spektaklu ja jako kilkulatka.

Wszyscy, nawet będąc dorosłymi, w mniejszym lub większym stopniu odbieramy magię teatru, jednak dzieci w tym względzie pozostają szczególnie wrażliwe na pewne bodźce. A teatr dostarcza ich niezmiernie wiele. Fakt, że aktorzy grają na żywo przed publicznością sprawia tym większe wrażenie realności przedstawionego świata i zawartej w nim historii. To jest właśnie to „tu i teraz”, które sprawia, że odbieramy sztukę bezpośrednio, wprost, jakby faktycznie wszystko działo się naprawdę. Postacie, które mówią – niby do siebie, ale trochę do widowni, ruszają się i działają, są jakby zamknięte w innym, równoległym świecie, który publiczność podgląda, nie mając jednak przeważnie wpływu na rozwój fabuły.

Ten stan rzeczy sprawia nie raz, że widzowie – zwłaszcza mniejsze dzieci - faktycznie tracą poczucie granicy fantazji z rzeczywistością, chcą zainterweniować i zdarza się, że wykrzykują do Czerwonego Kapturka: „Uważaj! Tam jest wilk!”. Ale zasłonięcie sceny kurtyną i oklaski dają wyraźny, czytelny sygnał, że opuszczamy naszą krainę czarów. To samo odczuła moja siostrzenica, która w trakcie spektaklu „trochę się bała” złych, Szarych Panów. „Ale jak kurtyna opadła i się podniosła, a wszyscy klaskali, to już się ich nie bałam” – powiedziała.

Forma sceniczna pozwala na jednoczesne obserwowanie kilku czynności w tym samym miejscu i czasie: coś się dzieje na środku sceny, coś wyłania się zza kurtyny, a coś nagle zsuwa się z góry. I to właśnie obserwacja jest naczelnym zadaniem widza, bo przecież spektakl może być równie dobrze pantomimą, która wręcz wymusza skupienie się na ruchach. Oczywiście muzyka i dźwięki dostarczają dodatkowych wrażeń i ubarwiają sceniczną opowieść.

Wyprawa w świat fikcji i fantazji, który zdaje się być na wyciągnięcie ręki, nie tylko uwrażliwia dziecko na różne bodźce, lecz porusza także fantazję, a niekiedy skłania do pogłębiania wiedzy. Poza tym, co tu dużo mówić – wyprawa do świata wyczarowanego na scenie jest po prostu przyjemnością i zawsze wniesie nieco magii do codziennego życia.

Weronika Słodkowska, fot. sxc.hu

Przeczytaj także:
Dziecinne marzenia?
Wyspy szczęśliwe
Uniknąć burmuszenia się