Idę za ciosem
Raz, dwa, trzy na me wezwanie, a za czwartym niech się stanie, a za piątym niech tu będzie, a za szóstym huknie wszędzie – o audiobookach, bohaterach Astrid Lindgren, dzieciach i sztuce aktorstwa rozmawiamy z Edytą Jungowską.

Małgorzata Szewczyk: Po sukcesie "Pippi" na gwiazdkę kolejny audiobook "Dzieci z Bullerbyn"?
Edyta Jungowska: Tak, dobre opinie na temat Pippi i to, że stała się ona bestsellerem spowodowało, że kolejny raz zakasałam rękawy i tak oto na Gwiazdkę wydajemy specjalny świąteczny pakiet „3xPippi” oraz „kultową”, najbardziej chyba znaną książkę Astrid Lindgren "Dzieci z Bullerbyn" z muzyką Sambora Dudzińskiego i z kolorową Książeczką „do nieczytania”. Tym razem to mini teatrzyk z figurkami do wycinania i piękną panoramą Bullerbyn, ze zmieniającymi się porami roku i zakątkami, które opisała Astrid Lindgren w swojej książce – a wszystko narysowane piękną kreską Piotra Sochy. Dzieci słuchając opowieści o szóstce, a w zasadzie siódemce bohaterów, mogą żywo w ich przygodach uczestniczyć i wykorzystując „bullerbyńskie” zaklęcie: „Raz, dwa, trzy na me wezwanie, a za czwartym niech się stanie, a za piątym niech tu będzie, a za szóstym huknie wszędzie” przenieść się w beztroską krainę, gdzieś na dalekiej północy.
Ja wyruszałam w tę „podróż” ze strachem, dlatego, że to bardzo znana książka, ale jest to zupełnie inna opowieść niż „Pippi”. Mam inną bohaterkę, typ wrażliwca, troszkę schowaną dziewczynkę, piszącą pamiętnik. To pastelowa, piękna opowieść o małej osadzie, o dzieciach, które żyją z dala od zgiełku miasta, wolne od trosk, którym przyroda daje ogrom inspiracji do zabaw, a najprostsze przedmioty w ich rękach zmieniają się w magiczne. To opowieść o byciu razem, o czerpaniu z tego, co jest wokół, o przyjaźni, pierwszych fascynacjach dziewczęco-chłopięcych. Prosta historia o szczęśliwym dzieciństwie. Bałam się, że w epoce wirtualnych przyjaźni, gdy mamy ich po tysiąc na facebooku nie przebiję się z moją „szóstką z Bullerbyn” – wierzę jednak w to, że w tej książce zakodowana jest pierwotna tęsknota za wakacjami u babci – i że współczesnym dzieciakom też nie jest ona obca.
MS: Wróćmy do początku, dlaczego zdecydowała się Pani czytać literaturę dla dzieci i dlaczego Astrid Lindgren?
EJ: Najprościej – bo to wielka pisarka – o ogromnej wyobraźni, poczuciu humoru i niebywałym uchu na dziecięcy świat. Każdy z jej bohaterów jest inny stąd też różnorodność opowieści. Ale w moim przypadku, tak jak już mówiłam zaczęło się od "Pippi". Ten temat krążył wokół mnie od wielu lat – po pierwsze, to była moja ulubiona bohaterka w dzieciństwie, później była lekturą do poduszki, którą czytałam mojemu synowi, później, gdy przeczytałam fragment Pippi dla Fundacji Cała Polska Czyta Dzieciom – ktoś powiedział, że mam idealny głos, żeby czytać właśnie Pippi. I tak zasiane ziarno – wykiełkowało. Ale początkowo nie myślałam o niczym więcej – tak naprawdę sobie najpierw chciałam zrobić przyjemność, a potem mam nadzieję, innym. Potem zorientowałam się, że na naszym rynku nie ma „czytanych książek” Astrid Lindgren, a ja dobrze pamiętam, z jakim przejęciem mój syn wsłuchiwał się w opowieści o Karlssonie, czy Emilu ze Smalandii. Mówiąc więc kolokwialnie – poszłam za ciosem. Skoro nie ma chętnych – ja to robię, bo Astrid Lindgren jest genialna.
MS: Wspomniała Pani o dziecku. Takie działania zwykle są inspirowane dziećmi, czy to było trochę tak, że to był prezent dla syna?
EJ: Moje dziecko jest już dzisiaj naprawdę dużym człowiekiem, gdy mu czytałam "Pippi" miał 7 lat, ale wtedy pomysł zakiełkował. Dzisiaj Wiktor jest pierwszym recenzentem – cenię bardzo jego zdanie. Ale oczywiście nie jest to już prezent dla niego – byłoby super, gdyby sprezentował kiedyś moje „dzieła” swoim dzieciom, teraz wysyłamy je moim bratankom. Ale od niego wszystko się zaczęło, później… 2 lata podchodów, rozmów ze spadkobiercami, rekomendacje, tysiące maili i wreszcie – telefoniczna rozmowa z Anniką Lindgren, wnuczką Astrid – wtedy już wiedziałam, że nie ma żartów – i że właśnie powstało wydawnictwo audibooków Astrid Lindgren, które my w domu nazywamy „Nausznikami Pani Nilsson”.
MS: Czy to kuzynka Pana Nilssona, małpki Pippi?
EJ: Albo żona? Kto to wie? A tak serio – ruszyła machina, w której motorniczym jestem ja. I nie może się zatrzymać – była stacja Pippi, teraz Bullerbyn… Ale ostrzegam – jadę dalej!
MS: Muzykę do obu książek skomponował Sambor Dudziński, aktor, kompozytor, muzyk, z zawodu aktor-lalkarz, co spowodowało Pani wybór?
EJ: Do Pippi – sam Sambor, do „Dzieci z Bullerbyn” – Sambor & Company, czyli jego brat Kajo i ich przyjaciel – Michał Ciepłowski. Uważam, że Sambor jest niebywałym artystą. Zawsze mi się podobały rzeczy, które robił, a po drugie wiedziałam, że skomponował muzykę do spektaklu „Pippi” w Teatrze Dramatycznym w Warszawie w reżyserii Agnieszki Glińskiej. Gdy mu zaproponowałam, żeby jeszcze raz podszedł do tematu od razu powiedział, że musi to zrobić „inaczej” i rzeczywiście – skomponował piękną, niebywale klimatyczna muzykę. Sambor jest artystą, który używa dziwacznych, często przez siebie skonstruowanych instrumentów, które, jak się dobrze wsłuchać wyrastają z dziecięcego świata – to różne gwizdki, fleciki, bębenki, małe pianinka. Na dodatek używa ich w sposób niekonwencjonalny i podkłada muzykę w miejscach, których się jej nie spodziewamy – i to działa – wzrusza, bawi, wyciąga opowieść jeszcze na inny poziom, dodaje jej innego powietrza.

MS: Jak się Pani czuje w nowej roli – wydawcy?
EJ: Podoba mi się to, że mogę sama decydować o tym, ile czasu spędzę w studiu, kto będzie robił muzykę, kto oprawę graficzną. Ale w prowadzeniu wydawnictwa więcej jest papierkowej niż twórczej roboty – poza tym sama muszę dbać o reklamę, promocję, szukać partnerów. Czasami jestem bardzo zmęczona i marzę o pracy na planie, czy w teatrze, gdzie aktor odpowiedzialny jest tylko za swoją rolę – a o całość, łącznie z cateringiem martwią się inni.
MS: Czy nie uważa Pani, że audiobooki stają się coraz bardziej popularne?
EJ: Jest lepiej – ale w Polsce i tak jest to jeszcze niezagospodarowane pole. Nawyk słuchania książek dopiero się u nas wyrabia, ale i tak na razie nie ma porównania, na przykład do rynku niemieckiego, czy brytyjskiego. Tam książek słuchają wszyscy. Ale osobiście uważam, że najlepiej sprawdzają się audiobooki dla dzieci, zwłaszcza dla tych, które jeszcze same nie czytają, lub czytanie sprawia im jeszcze problem. Czytając dzieciom, uczymy ich kreatywności, pobudzamy wyobraźnię. Mają możliwość same budować świat opowieści w swojej głowie, a nie czekać, aż im ktoś podsunie gotową matrycę. Więc niezależnie, czy czytają rodzice, babcie, ciocie, dziadkowie, czy ja - jest w tym aspekt edukacyjny. Dziecko, które słucha, nawet skomplikowanych zdań złożonych, których nie rozumie często, pogłębia słownictwo, ale uczy się też brzmienia, dobrego artykułowania wyrazów. Tym sposobem samo zaczyna lepiej mówić, potem czytać, potem pisać itd. Dziecko przyzwyczajone do tego, że mu się czyta, później samo chętnie sięga po książkę. Książka jest jego odruchem, przyzwyczajeniem, dobrym nawykiem.
MS: Wspomniała Pani o aspekcie edukacyjnym, a jednak zachowanie sztandarowej bohaterki Astrid Lindgren – Pippi nie zawsze wydaje się poprawne. Pippi jest pozytywną bohaterką, to nie ulega wątpliwości, ale jej sposób bycia często ośmiesza dorosłych, obnaża ich fałszywość, dwulicowość, fantazjuje. Czy takie widzenie świata dorosłych nie spowoduje, że dzieci przejmą podobne zachowania?
EJ: Książka była ocenzurowana we Francji, uważano, że jest niewychowawcza. Jednak pamiętajmy o tym, że postać Pippi zbudowana jest w sposób niejednoznaczny – pewnie gdyby przyjrzał się jej psycholog od razu stwierdziłby, że jej sposób bycia da się łatwo zinterpretować jako sposób bycia dziecka, które wychowuje się bez rodziców – a przynajmniej - bez jednego rodzica. Pippi wymyśla sobie świat, w którym chce żyć, ma do tego prawo. W tym świecie jest silna, samodzielna, radzi sobie z problemami, z którymi nie poradziłby sobie niejeden dorosły. A że przy okazji ma swoje wady – na przykład nie zmywa naczyń i śpi z nogami na poduszce, wybaczamy jej to – bo wiemy, że ma wielkie serce i jeśli położymy na szali niezmyte naczynia i jej poświęcenie i lojalność wobec przyjaciół, dla których jest nawet w stanie zrezygnować ze swoich pragnień – od razu wiadomo, w którą stronę szala się przechyli.
Gdy wydawaliśmy Pippi, powstała koncepcja, żeby do płyty dołączyć książkę – tak powstała „Książka do nieczytania” (wyrywania, bazgrania i co tam jeszcze chcesz…) – jakby na to spojrzeć belfersko – rzecz zupełnie nieedukacyjna – bo kto to słyszał, żeby z książki wyrywać kartki, bazgrać po niej… Ale jeśli pofantazjujemy i namówimy dziecko do zabawy, że jest to jedyna książka, z którą możemy to zrobić, że właśnie jest to coś wyjątkowego, coś, co niegroźnie zaspakaja naszą niewinną „grzeszną przyjemność”, a przy okazji pozwala nam wejść w świat Pippi, nauczyć się ten sposób niekonwencjonalnego myślenia, to nie jest to na pewno wybór pomiędzy tym, czy możemy, czy nie możemy niszczyć książek. Możemy - w świecie Pippi – jeśli książka jest do tego przez nią stworzona.
MS: Porozmawiajmy o narzędziu pracy aktora – o głosie. Czy praca w radio, nagrywanie słuchowisk, czy audiobooków różni się od pracy w teatrze czy kinie?
EJ: Wydaje się różnić – w końcu aktor pozbawiony zostaje swojego ciała, jako środka wyrazu – ale w praktyce nie różni się wiele. Po prostu w głosie ma się znaleźć wszystko – w końcu natura człowieka jest taka, że nawet pozbawiony jednego zmysłu potrafi żyć, co więcej, wyostrzają się inne jego zmysły. Poza tym takie ograniczenie może być szalenie inspirujące. Oczywiście, gdy nagrywałam "Pippi" czy "Dzieci..." towarzyszył mi pewien strach, żeby nie przedobrzyć, nie popaść w przesadę, w jakąś nadinterpretację i co najważniejsze, w przypadku literatury dla dzieci, żeby nie „dzidzibudzić”, czyli nie pieścić się, nie udawać „starej malutkiej” – tylko złapać postać, jej charakter – barwa, ton powinny pojawić się naturalnie. I to jeszcze bardziej potwierdza, że jest to bliskie kreowaniu postaci przy pracy nad rolą w teatrze – taka rola w eterze – lub eteryczna rola raczej.
MS: Dziękuję bardzo!
EJ: Dziękuję.
Rozmawiała Małgorzata Szewczyk, zdjecia archiwum aktorki
Edyta Jungowska (ur. 1 lutego 1966 w Warszawie) – aktorka teatralna, filmowa i telewizyjna. Absolwentka Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Warszawie (1989). Ma na koncie prawie 30 ról w Teatrze TV. Występowała również w programie dla dzieci Ala i As. Obecnie jest wydawcą audiobooków. Na swoim koncie ma już Pippi Lansztrum i Dzieci z Bullerbyn.
