Nikt mnie nigdy nie kochał
Teatr Bajka w Warszawie wystawia obecnie sztukę "Ania z zielonego wzgórza." To chyba jedna z najpiękniejszych powieści o Avonlea i jednocześnie jedna z najbardziej znanych książek Lucy Maud Montgomery.

To pełne zabawnych przygód losy Ani Shirley, sieroty z domu dziecka, ale także wzruszająca opowieść o uczuciach dwojga rodzeństwa Maryli i Mateusza Cuthbertów do biednej sieroty, która potrafiła zapanować w ich sercach niemal natychmiast.
Ta zwariowana, niesforna, przepełniona marzeniami, romantyczna, często nieuporządkowana, bardzo wrażliwa i potwornie gadatliwa Ania Shirley wniosła w ich życie radość, szczęście i miłość.
Z pewnością wielu z nas pamięta również film Kevina Sulivana pod tym samym tytułem, jednak teatr dużo bardziej oddziałuje na emocje. Nie sposób się nie wzruszać, w sytuacji kiedy dla kogoś marzeniem jest pudełko czekoladek, a wyznanie "nikt mnie nigdy nie kochał" wyciska łzy nawet najbardziej zatwardziałym widzom.
To piękna historia, ale piękniejsze jest chyba to, że ta opowieść pozwala wierzyć, że nieważne skąd pochdzisz, ale kim jesteś i dokąd zmierzasz, bo jak wyznaje Mateusz, nie zamieniłby swojej małej dziewczynki na tuzin chłopców. Była to najbardziej trafna pomyłka (ironia) losu. Ania bardzo potrzebowała domu i miłości Cuthbertów, ale oni jej potrzebowali jeszcze bardziej. Potrafiła zdobyć nawet serce powściągliwej i stanowczej Maryli.
Oglądałam tę sztukę jak zaczarowana po stokroć wzruszając się i śmiejąc na przemian. Jednak obawiam się, że tamte wartości nie trafią już do najmłodszych pokoleń, bo teraz jest inna wrażliwość. a młodzi ludzie kierują się już zupełnie innymi wartościami.
Po każdym akcie gaśnie światło a w tle slychać piękną muzykę Mateusza Dębskiego. Prawie po każdym akcie aktorzy otrzymywali deszcz oklasków.
Mam tylko jedno zastreżenie. To czego mi brakowało to pięknych krajobrazów, z których przecież Avonlea słynie, szkoda, że nie można było zobaczyć jeziora lśniących wód czy mlecznej drogi, ale trudno pokazać na jednej scenie wnętrze i wyjść poza nie.
Główna bohaterka w przypływie nagłych emocji myli się, zacina i powtarza kwestie, ale odebrałam to jako zabieg celowy i chcę wierzyć, że tak było. Kiedy się trafia do ludzkich serc, tych kilka pomyłek przestaje mieć znaczenie.
Małgorzata Szewczyk, fot. Teatr Bajka
Przeczytaj także:
To jest jak podróż
Zacząć od początku
Kamienie milowe
