Opowiadanie dla Malwinki
W dużym mieście, przy ulicy po której jeździły autobusy, samochody i motory mieszkała sobie, w domku z białym płotkiem, mała dziewczynka o imieniu Malwinka. Razem z nią mieszkała jej Mamusia, Tatuś, Babcia i kotek Pimpuś.

Gdy nadeszły chłody i zimny wiatr zrywał liście z drzew, a prawie każdego dnia padał deszcz, Malwinka siedziała obok Babci i zastanawiała się, kiedy w końcu spadnie śnieg i zaczną się zimowe ferie. Babcia Malwinki miała wielki talent i z kolorowych kłębuszków potrafiła wyczarować naprawdę niezwykłe rzeczy: grube skarpetki, sweterek z choinką i ciepłą kamizelkę. Teraz siedziała w swoim fotelu i robiła na drutach czerwoną czapkę z pomponem i długi szalik dla swojej ukochanej wnuczki. A Pimpuś, jak to kotek, bawił się kłębkiem wełny. W pewnej chwili kłębuszek potoczył się po schodach w dół na ulicę i jeszcze dalej, dopóki cały nie rozwinął się. W tym samym czasie w Stumilowym Lesie Kubuś Puchatek, postanowił wybrać się do dalekiego miasta, którego wcale nie znał, ale wiele o nim słyszał od Krzysia. Ciemna nocą, nie mówiąc nic nikomu, wymknął się po kryjomu. Szedł długo, bolały go nóżki, a końca drogi nie było widać. Aż nagle za wzgórzem ujrzał coś dziwnego, niespotykanego. Rzędy dużych klocków obok siebie ułożone, a niektóre światłami oświetlone. Między nimi kolorowe pudełka z kółkami, co się szybko poruszają czarnymi drogami.
Kubuś Puchatek bardzo przestraszył się tego gwaru i hałasu i zapragnął wrócić do domku, ale nie mógł znaleźć powrotnej drogi, a na dodatek bardzo zmarzł. I wtedy Kubuś Puchatek zobaczył czerwona nitkę na drodze i idąc za nią doszedł do domku Malwinki. Zobaczyła jak Babcia zręcznie przyszywa pompon do czapki i zapragnął mieć taką. Powiedział więc:
- Czy mogłabyś, proszę, podarować mi tą czapkę, moje uszy są już jak sople lodu?
- To czapka i szalik dla mojej wnuczki - odpowiedziała Babcia - ją musisz zapytać.
- Malwinko, czy podarujesz mi ciepłą czapeczkę i szaliczek? - spytał Kubuś Puchatek
- Oczywiście! - odpowiedziała Malwinka - I poproszę Babcię, żeby zrobiła Ci jeszcze ciepłe skarpetki.
Gdy Puchatek ogrzał się już, założył ciepłą czapkę, owinął szyję szalikiem, a na nóżki włożył wełniane skarpetki, wziął Malwinkę za rączkę i wspólnie udali się w drogę do Stumilowego Lasu. Przyjaciele Kubusia, bardzo martwili się o niego i ogromnie ucieszyli widząc go całego i zdrowego, a gdy zobaczyli jego piękną czapkę, szalik i skarpetki, zapragnęli też mieć takie. Babcia Malwinki musiała więc zrobić czapki, szaliki i skarpetki dla Tygryska, Króliczka, Kłapołuchego i oczywiście dla Prosiaczka, a gdy już je zrobiła, spadł śnieg i rozpoczęły się zimowe ferie, na które wszyscy tak bardzo czekali. Malwinka i jej przyjaciele ze Stumilowego Lasu wzięli sanki i wybrali się na górkę.
Zrobili zawody, "Kto najdalej zjedzie na sankach?", a następnie ulepili Bałwana, wielkiego, największego jakiego widział Stumilowy Las. Cały dzień bawili się na podwórku, rzucali śnieżkami, budowali igloo i liczyli śniegowe gwiazdki, a później udali się do domku Prosiaczka na gorące kakao i drożdżowe bułeczki. I gdy tak siedzieli przy stole i wesoło rozmawiali, nagle rozległo się pukanie do drzwi.
- Kto to może być? - zastanowił się głośno Tygrysek, a Prosiaczek, trochę przestraszony szepnął:
- Chyba nie, nie Wlazł?
Malwinka, która była bardzo dzielną dziewczynką, podskoczyła do drzwi, otworzyła je i zobaczyła Krzysia, który z bardzo zatroskaną miną powiedział:
- Mały Kangurek zgubił się w lesie i jego mama, Kangurzyca, nie może go znaleźć, musimy jej pomóc.
Przyjaciele szybciutko ubrali się i wyruszyli na poszukiwania. Chodzili, chodzili, szukali i wołali: Maleństwo! Kangurku! Gdzie jesteś?
Ale nikt nie odpowiadał. Bardzo się tym martwili. A gdy doszli do skraju Lasu, Tygrysek powiedział:
- Hola, hola, co to za dziwny dźwięk?
Rzeczywiście, z głębi ziemi wydobywało głos przypominający wszystkim jakby dobrze znaną piosenkę: Hu, hu, ha nasza zima nie jest zła... Ale skąd się on brał, nikogo wkoło nie było widać. Malwinka wówczas zawołała:
- Kangurku, czy to Ty?
- Kto mnie woła? - odpowiedział głos
- To my: Prosiaczek, Kubuś, Kłapołuszek, Królik, Tygrysek, Krzyś i Malwinka, gdzie jesteś Kangurku?
- Tutaj - odpowiedział Kangurek - w wielkiej jamie, którą właśnie znalazłem.
Przyjaciele rozejrzeli się i zobaczyli otwór, a gdy się nad nim nachylili, na dnie siedziało zadowolone Maleństwo.
- Hmmm...- zamyślił się Kubuś - Jak on się tam dostał? No, i jak my go stamtąd wyciągniemy?
- To wielki problem - zamyślił się Kłapołuchy, a Malwinka radośnie podskoczyła i zawołała:
- Wiem, zdejmijmy nasze szaliczki, zwiążmy je razem i rzućmy Kangurkowi, niech się po nich wdrapie na górę.
- To doskonały pomysł - zawołał Krzyś - Tak właśnie zrobimy.
Kiedy Maleństwo było już z nimi na górze uściskali go serdecznie i zadowoleni wrócili do domu. Przygoda dobrze się skończyła, a Przyjaciele tego dnia nauczyli się czegoś bardzo ważnego - że zawsze mogą na siebie liczyć.
Gdy Malwinka wróciła do domku, usiadła przy swoim stoliczki i narysowała tą fantastyczną zimową przygodę, bo wymyślanie opowiadań i rysowanie do nich ilustracji, to wspaniały pomysł na kreatywne spędzenie ferii zimowych.
Małgorzata Gryszel i 4-letnia Malwinka, rys. autorki
Przeczytaj także:
- Bestia
- Marcel, Chudy i zimowe ferie
- Opowiadanie dla Malwinki
- Moje wymarzone ferie zimowe w towarzystwie Myszki Miki
- O Piotrusiu Panie
