Pojechałam, obejrzałam, oszalałam
Zadaniem, jakie stawia sobie Teatr Małego Widza jest zaproponowanie trochę innego podejścia do tworzenia teatru dla dzieci, niż to, do którego jesteśmy w Polsce przyzwyczajeni. Inspiracją dla mnie są włoskie, brytyjskie i niemieckie teatry, których produkcje miałam okazję oglądać. Bardzo podoba mi się kierunek, ich rozwoju, a przede wszystkim podejście do małego widza. Chcę propagować filozofię tworzenia takiego teatru, którego bogactwem jest prostota, a wartością nadrzędną – oddziaływanie na wyobraźnię, pozostawianie dla niej pola - opowiada Agnieszka Czekierda, aktorka, współtwórca Teatru Konsekwentnego, założycielka Teatru Małego Widza w Warszawie.
Małgorzata Szewczyk: Przed chwilą miałam okazję oglądać spektakl „Sklep Magika Mechanika”. Przyznam, że sama jestem pod wrażeniem. Teatr Małego Widza, pierwszy taki teatr w Polsce. Skąd pomysł na stworzenie takiego miejsca?
Agnieszka Czekierda: 14 lat temu kiedy tworzyliśmy z kolegami Teatr Konsekwentny postawiliśmy na skrócenie, wręcz zniwelowanie dystansu oddzielającego aktora i widza. Każdy kolejny spektakl poprzez ustawienie widowni i bliski, szczery i naturalny sposób gry aktorskiej miał jeszcze bardziej zaangażować widzów w opowiadaną na scenie historię. Czas pokazał, że intuicja nas nie zawiodła i że to właśnie ten rodzaj przeżywania teatru jest najbardziej oczekiwany przez nasze, nowoczesne społeczeństwo. Dlatego myśląc o teatrze dla dzieci od razu wiedziałam, że musi to być teatr, w który wierzę – czyli teatr bardzo kameralny, niemalże na wyciągnięcie ręki, interaktywny i nowoczesny, ale też mądry i magiczny. Pomyślałam, że brakuje takiego miejsca w Warszawie.

MS: Brakowało?!
AC: Racja. Brakowało! Teraz już nie brakuje, ponieważ powstał TMW. Powstał po to, aby dzieci miały aktorów na wyciągnięcie ręki i po to, żeby mogły uruchomić swoją wyobraźnię. TMW to teatr zmysłowy. Nie ma potrzeby, żeby dzieciom w wieku 4-5 lat sprzedawać skomplikowane historie z morałem. Im prościej tym łatwiej o uwagę małego widza. Treść fabularną spektaklu „Sklep Magika Mechanika” można zamknąć w jednym zdaniu, ale za to na poziomie zmysłów dzieje się tam tyle… że dzieci angażują się w historię do utraty tchu. „Sklep…” jest tak pomyślany, że jest trochę magiczny, trochę tajemniczy. Nie chcę powiedzieć straszny, bo nie straszymy. Wszystko robimy na uśmiechu, ale w atmosferze tajemnicy. Nie wiadomo, co się za chwilę zdarzy. My jako aktorzy przeżywamy to co się dzieje razem z dziećmi, ożywiamy na chwilę proste przedmioty, razem z dziećmi bawimy się w teatr, ale nie jesteśmy tymi postaciami, które wyczarowujemy. Dzieci fantastycznie łapią tę konwencję. One wiedzą, że to nie ja jestem jeżem, one to absolutnie kupują. Tę umowność, którą ja bardzo lubię w teatrze. My nie mówimy rzeczy wprost, nie przebieramy się za jeżyka z kolcami.
MS: Resztę trzeba sobie wyobrazić?
AC: Tak i ten spektakl jest taką „proklamacją” mojego podejścia do teatru dla dzieci. Teatr kameralny, interaktywny, działający na zmysły, pobudzający wyobraźnię. Nie mówi rzeczy wprost, zostawia dzieciom pole do twórczego myślenia i do refleksji. I wiem od rodziców, że kiedy opadają te pierwsze emocje związane z taką bliskością aktorów, świateł i rekwizytów, to dzieci faktycznie zastanawiają się nad samą treścią, dopytują, próbują zrozumieć.

MS: To fascynujące, że mogą wejść razem z aktorami na scenę, poudawać, że wędrują razem z jeżem?
AC: Nieustannie podkreślam, że Teatr Małego Widza, to jest teatr, który dzieci traktuje w szczególny sposób. Nasze spektakle mają wciągać, wzbudzać emocje, mają pokazać, że jest takie miejsce, do którego można przyjść i przeżyć fajną przygodę. Posiedzieć obok królewny, albo nawet z nią zatańczyć, dotknąć metalowej miednicy - czyli jeża, albo czarodzieja, którego gra ocynkowana konewka. To jest moja filozofia. Oczywiście są twórcy, którzy mówią rozgraniczajmy to, nie odzierajmy teatru z magii, nie pokazujmy kulis. Ja się z tym nie zgadzam. Magia jest w ludzkiej wyobraźni. I kiedy ciąg zdarzeń ją poruszy, zainicjuje, wydobędzie na światło dzienne, to ta magia w nas zostaje, w postaci emocji, skojarzeń, obrazów w pamięci.
MS: Jeśli dzieci wchodzą na scenę w trakcie spektaklu, to chyba trudniej się gra? Zwykle jest tak, że aktor musi być skupiony, musi cały czas myśleć o tym, co się za chwile zdarzy, a tutaj dzieci przez cały czas uczestniczą w spektaklu.
AC: Granie dla dzieci w ogóle jest trudne i wymaga ze strony aktora ogromnego wysiłku. Przyznaję, że takiego spektaklu jak ten, który miała pani okazję dzisiaj widzieć, jeszcze nie było. Faktycznie małoletnia publiczność reagowała wyjątkowo żywiołowo. Oczywiście trudno się gra, w takich warunkach zbiorowego szaleństwa, ale nie miałam poczucia, że to się wymknęło i jest poza moją kontrolą.
MS: Tak ma być po prostu?
AC: Tak, bo dzieci w tym wieku mają potrzebę dotykania wszystkiego. Poprzez dotyk badają świat. Ja nie mam nic przeciwko temu, że one chcą dotknąć światełka, które miga po podłodze. I zwykle zaczyna się tak, że rodzice siadają dalej i zabierają dzieci do tyłu, a w trakcie spektaklu dzieci schodzą coraz bliżej i wreszcie siedzą tam, gdzie powinny być i gdzie do nich gramy – w pierwszych rzędach. Dla aktora taki interaktywny spektakl jest niebywale trudny, bo trzeba się dodatkowo koncentrować na popychaniu akcji do przodu.
MS: I też na opanowaniu tych dzieciaków? Tak jak widziałam, w pewnym momencie, jak im się pozwoli na coś, to granica się przesuwa.
AC: Tak, przesuwa się bardzo mocno. Ponieważ nikt nie robi takiego teatru, to cały czas uczymy się, jak stawiać te granice. Każdy spektakl przynosi nowe wnioski. Jeśli ja szybko te granice postawię na początku, to potem ciąg zdarzeń jest trochę inny.
MS: Ale to też zależy od widowni?
AC: Bardzo. Dzisiaj było totalne szaleństwo, ale z drugiej strony, te sceny, które mają wywołać emocje, które dotykają zmysłów, to nie są sceny, które trzeba dokładnie obejrzeć, bo inaczej zgubi się sens spektaklu. Na przykład „ jeż w dolinie nietoperzy” spotyka motylki, świetliki i inne żyjątka i to jest koniec treści. Nie ma co tego rozumieć. Ta scena, aż prosi się, żeby jej dotknąć i tak po prostu trwać w pięknej chwili. To jest właśnie świat teatru, który chcę dzieciom pokazywać.
MS: W Teatrze Małego Widza jest także spektakl dla dzieci od pierwszego roku życia – Rozplatanie tęczy. Najmłodsze dzieci nie miały dotąd swojego miejsca w teatrze?
AC: W Polsce jesteśmy na początku drogi jeśli chodzi o teatr dla najmłodszych. Ruch ten zapoczątkował Poznań i Centrum Sztuki Dziecka, gdzie powstały pierwsze spektakle eksperymentalne, ale oczywiście brakowało teatru repertuarowego - takiego, który zawsze ma propozycje dla najnajmłodszych. Dlatego postanowiłam stworzyć taki teatr i już jest.
MS: Jak wyglądały przygotowania?
AC: Najpierw przygotowałam się teoretycznie. Sięgnęłam po fachową literaturę. Chciałam wiedzieć, w którym miesiącu na co dzieci zwracają uwagę, jak postrzegają świat, jak i kiedy zaczynają rozróżniać kolory, reagować na dźwięki. Umownie mówi się o tym, że teatr dla najmłodszych to teatr dla dzieci od 0 do 3 lat, natomiast faktycznie taki mały widz ma około roku, bo dopiero wtedy kiedy dziecko zaczyn chodzić jego percepcja otwiera się na poznawania świata, wcześniej maluch jest skoncentrowany na poznawaniu samego siebie. Kiedy już przygotowałam się teoretycznie, pojechałam uczyć się od najlepszych. Włosi robią taki teatr od 30 lat, Niemcy i Brytyjczycy od 20. Byłam w Polka Theatre w Londynie, w Teatrze La Baracca, który jest kolebką tworzenia teatru dla najmłodszych, i który co roku organizuje festiwal, podczas którego można zobaczyć propozycje wielu teatrów z Europy, które tworzą dla najmłodszych. Pojechałam, obejrzałam i oszalałam. Pomyślałam – że granie dla najmłodszej publiczności musi sprawiać niebywałą przyjemność. Podstawą jest to, że maleńkim dzieciom nie opowiada się historii z morałem, bo one nie myślą linearnie i nie ma to sensu. Teatr dla maluchów, to teatr, który ma poruszać zmysły. A środków artystycznego wyrazu jest cala masa. To są kolory, rytmy, dźwięki, faktura…
MS: Czyli dzieci się bawią?
AC: Tak, ale też uczymy dzieci, że istnieją jeszcze inne rzeczywistości niż ta codzienna, którą już znają. Że jest możliwy taki świat, który dzieli się na oglądających i oglądanych. Ten teatr ma pobudzać wyobraźnię, uwrażliwiać. Część psychologów twierdzi, i ja staję po tej stronie, że dzieci na poziomie emocjonalnym chłoną i rozwijają się do 3 roku życia. Potem to wszystko się trochę zamyka. Ważne jest kształtowanie wrażliwości małego człowieka poprzez obcowanie z pięknem, ze sztuką. Jako socjolog zawsze powtarzam to, co naukowo stwierdzone – człowiek staje się człowiekiem w procesie socjalizacji. To kim jesteśmy zależy więc od socjalizacji środowiskowej, czyli wszystko, co mamy – zaplecze twórcze, kreatywne, to wynosimy z domu. Dziecko naśladuje te wzorce, które mu pokazujemy.
Chciałabym, żeby mój teatr przecierał szlaki edukacyjne. Żebyśmy czynnie brali udział w zmianie sposobu myślenia o teatrze dla najmłodszych. Chcemy przekazywać filozofię tworzenia takiego teatru i wskazywać ten kierunek, który dojrzałe w tym obszarze teatry nadają, bo już trochę wiadomo, jak robić teatr dla maluszków. Przede wszystkim nie opowiadajmy historii z morałem, bo to nie ma sensu, zniechęcimy dzieci.
MS: Pozwalajmy im reagować spontanicznie?
AC: Tak, ale też stawiajmy granice. Takie maluchy też muszą się uczyć, że nie wszystkiego można dotknąć od razu, że na niektóre rzeczy trzeba czasem chwilę poczekać. Spektakle dla malutkich dzieci nie mogą być skomplikowane i długie. Maksymalnie 30 min. Ku wielkiemu zdziwieniu rodziców i opiekunek w żłobkach, dzieci są przez 30 min super skoncentrowane na tym, co robię. Ale są zasady, których należy przestrzegać. Nie róbmy skomplikowanych spektakli, bo dziecko się pogubi. Tu akcja nie może dziać się wartko. Ważna jest też powtarzalność czynności po to, żeby dzieci miały okazję obejrzeć je z każdej strony. Tu się opowiada 10 dziesięć razy jeden dowcip i za każdym razem śmieszy coraz bardziej. Czyli zupełnie odwrotnie niż w teatrze dla dorosłych.. No i przede wszystkim tutaj się nie gra, w takim sensie w jakim rozumiemy grę aktorską. Nie ma wcielania się w postać, monologów wewnętrznych, przemiany bohatera. Aktor w teatrze dla najmłodszych to raczej sprawca różnych czynności. Ważne jest również to, że taki teatr tworzy się w żabiej perspektywie.
MS: Co to znaczy?
AC: Jesteśmy na poziomie wzroku dzieci. Zawsze należy pamiętać, że tutaj nie gramy dla dorosłych. Utrata kontaktu wzrokowego z takim maluszkiem często oznacza utratę jego uwagi. Te małe dzieci są bardzo szczere - granica między euforią, a płaczem jest bardzo cienka. Z takiego „małego” spojrzenia można wyczytać różne rzeczy, np. jeśli zbliżysz się jeszcze o 2 centymetry zacznę wrzeszczeć, albo zaraz zacznę się strasznie śmiać.
Myślę, że powinniśmy się uczyć od najlepszych, ale też od dzieci. To jest teatr inicjacyjny, bo dla dziecka to jest bardzo często pierwszy kontakt z teatrem, więc nie straszmy dzieci, ale pokażmy im coś, co jest miłym wejściem w świat teatru. Dzieci najpierw coś oglądają, a później wchodzą do tego świata. W „Rozplataniu tęczy” jest tak, że one chcą poodtykać tych rzeczy, którymi ja oddziałuje na zmysły i którymi tworzę ten spektakl. Jeszcze długo po spektaklu są tym zafascynowane. Ja bardzo się z tego cieszę, bo to pokazuje, że coś się w nich zadziało, coś się uruchomiło, skoro mają tyle odwagi żeby wejść na scenę.
MS: Powodzenia życzę i trzymam kciuki! Dziękuję za rozmowę!
zdjęcia: archiwum autorki
Agnieszka Czekierda (ur. 1979) – polska aktorka teatralna i reżyser, współzałożycielka Teatru Konsekwentnego oraz założycielka Teatru Małego Widza. Z wykształcenia socjolog.
