Wyspy szczęśliwe
Gałczyński kochał Andersena, nie znosił braci Grimm z ich okrucieństwem i złymi ludźmi, uwielbiał wędrówki po lesie, w którym mieszkało echo (…). Świat dziecka był dla niego terenem, gdzie żyło mu się najlepiej, najswobodniej i najbezpieczniej.
Twórczość Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego skierowana do dzieci jest moją najmłodszą pasją. Tom poezji „Gałczyński dzieciom” ukazał się jako szósta publikacja z cyklu „Klasycy dzieciom” nakładem Ludowej Spółdzielni Wydawniczej w 2003 roku.
Kupiłam tę książkę dziecku koleżanki na pierwsze urodziny... I nie miałam pojęcia, że będzie to najczęściej wypożyczana od niego książka. Dziś chłopiec ma siedem lat, a ja czytam Gałczyńskiego z jego podręcznej biblioteczki.
To jedna z książek dla dzieci, którą poleciłabym dorosłym. Dlaczego? Z pewnością pokazuje świat w innym wymiarze, świat iluzji, rozwija wyobraźnię, uczy patrzenia na rzeczywistość, w tylko autorowi znany sposób, i, co według mnie najważniejsze, jest na wysokim poziomie literackim.
Uczy, ale nie poucza, a zabawa słowem rozwija nie tylko dziecięcą wyobraźnię. Magii dodają również ilustracje, wykonane przez Barbarę Kuropiejską-Przybyszewską.
Gałczyński miał w sobie wiele z dziecka: sposób patrzenia na świat, zadziwienie wobec otaczajacej go rzeczywistości, potrzebę życia w iluzji, w niezliczonych kręgach fantazji – pisze we wstępie tomu poezji Kira Gałczyńska. A jeśli jej zabrakło, należało ją wyczarować… W jego twórczości gościły, nigdzie indziej nie spotykane, zaczarowane dorożki i konie, skrzaty z halabardami, bór skrzypiący jak stary kredens (zapytajcie babci, co to jest stary kredens), wyspy szczęśliwe…
Ja również mam w sobie wiele z dziecka, mój sposób postrzegania świata i wciąż nieustające zadzwienie wobec rzeczywistości, która mnie otacza. Jak nic innego kocham marzyć. Jako dziecko uwielbiałam baśnie Andersena (Dziewczynka z zapałkami i Brzydkie kaczątko to moje ulubione) i nie znosiłam brutalności kryjącej się w trówczości braci Grimm.
Do dziś uwielbiam chodzić po lesie. Dzieciństwo to czas, kiedy czułam się bezpiecznie i beztrosko, który doceniam w dorosłym życiu. Dlatego postanowiłam wyczarować sobie świat dziecięcej kultury, pełen magii, skrzatów z halabardą i borów skrzypiących, jak stary kredens (pamiętam kredens u mojej babci), do którego będę mogła uciec od otaczającej rzeczywistości i gdzie będę mogła spotkać innych, którzy widzą i czują tak samo, choć może to zbyt osobiste.
Stronę dedykuję przede wszystkim dzieciom, ale również rodzicom, aby nie pozwolili Wam za szybko wyrosnąć z tego, co najpiękniejsze, i aby sami przypomnieli sobie, jak pięknie jest być dzieckiem…
Małgorzata Szewczyk, zdjęcie: Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza
Przeczytaj także:
